JAK PRZEŻYĆ PRZEDŚWIĄTECZNE ZAKUPY Z DZIECKIEM

Dzisiejszy wpis kieruję do wszystkich Rodziców pociech w wieku „Ja chcę! Ja muszę to mieć!”. Wiecie, o co chodzi, nie? 🙂 Więc jak przeżyć zakupy z dzieckiem – wszystkie, nie tylko te przedświąteczne? Przygotowałam dla Was garść sprawdzonych przeze mnie sposobów.

Choć osobiście na większe zakupy (takie robione na cały tydzień) dziecka nie zabieram (i to jest jedyny skuteczny w stu procentach sposób 😉 ), to jednak czasem, szczególnie w okresie przedświątecznym, gdy czasu na wszystko jest zdecydowanie za mało, zdarza się, że do sklepu wybieram się z 2,5-letnią córką. Oj, dzieje się wtedy… 😉

Galeria

By panować nad sytuacją i wrócić do domu w pełni zmysłów kieruję się kilkoma zasadami:

LISTA ZAKUPÓW

Sporządzam ją na bieżąco. Przynosi różne korzyści – od oszczędności finansowych po oszczędność czasu. Mam notes magnetyczny, który wisi na lodówce i zapisuję tam rzeczy, które się kończą lub zaraz skończą. Pozwala to na przemyślane i szybkie zakupy. Ogranicza też potrzebę zakupów przedświątecznych, gdyż produkty o długiej dacie przydatności (np. olej) zazwyczaj znajdują się w domu.

WYSPANE I NAJEDZONE DZIECKO

Tak, jak sami nie powinniśmy chodzić na zakupy głodni, tak i najedzone powinno pozostać dziecko. Ilość zachcianek podlega wtedy naprawdę znacznemu ograniczeniu. Ponadto, moja córka, kiedy jest zmęczona, zamienia się w istnego chochlika usiłującego udowodnić wszystkim, że świąt w tym roku nie będzie 😉

ZAANGAŻUJ DZIECKO

Oczywiście, o ile jest to możliwe i bezpieczne. Okres przedświąteczny to czas prawdziwego zakupowego szaleństwa (nigdy nie rozumiem dlaczego – w końcu to tylko 1 dzień wolny od pracy…). Kluczowa zasada, to nie spuszczać dziecka z oczu! Naprawdę, złych ludzi nie brakuje – i mówię to nie tylko jako matka, ale też przez pryzmat wykonywanego zawodu. Pomijając powyższe, a raczej mając to na uwadze, warto zaangażować dziecko we wspólne poszukiwanie produktów, pchanie wózka (raczej dla starszych, choć moja tak to uwielbia, jak nieudolnie jej to idzie ;)). Jeśli ludzi jest naprawdę sporo, warto zachęcić dziecko do pozostania w wózku. Tu w naszym wypadku najczęściej wchodzi w grę jakże niepedagogiczne przekupstwo. Sposobów jest naprawdę wiele – czasem wystarczy powiedzieć, że jedziemy szukać nowej książeczki, czasem kupujemy paczkę paluchów kukurydzianych i soczek, a czasem pozwalam obejrzeć na telefonie odcinek Pajączka Woolliego (świetny animowany miniserial dla dzieci – gorąco polecam).

NIE WCHODŹ W OBSZARY KRYTYCZNE

Jeśli nie musisz absolutnie kupować słodyczy, nawet nie wchodź między te regały. Wierzcie mi, że nad ułożeniem tych półek pracują eksperci, którzy dzień i noc myślą o tym, co zrobić, by te wszystkie zachęcające opakowania stały się dla nas (i naszych pociech) jeszcze bardziej atrakcyjne.

Kinder

CZASEM PÓJDŹ NA USTĘPSTWO

Dziecko to też człowiek, tyle, że mały i nie ogarniający zupełnie swoich potrzeb. Ile razy wyszliśmy ze sklepu z ponadprogramowymi rzeczami? A ile razy skusiliśmy się na pączka, choć wychodząc z domu zaklinałyśmy się, że przecież jesteśmy na diecie…? Czasem, w rzeczach drobnych, warto ustąpić, by stanowcze „nie” zostawić rzeczom ważnym. A czasem trzeba po prostu zacisnąć zęby i znieść dziecięce krzyki i rzucanie się na ziemię z godnością. Ta mała istota sprawdza, jak daleko może się posunąć w swoich wpływach i zapewniam, że będzie to robić dopóki nie pójdzie na studia (a może i trochę dłużej…).

Od razu mała cięta riposta dla wszystkich rodziców, którzy spotkali się ze złośliwymi uwagami ze strony obcych ludzi  na temat wychowania (choć mnie to nigdy nie spotkało, jestem przygotowana 😉 ). Gdy spotkacie kogoś krytykującego Wasz sposób wychowania, powiedzcie prosto: „Świetnie, w takim razie proszę mi pokazać, jak to zrobić”. I problem macie z głowy, a wrzeszczącego gremlina niech ogarnie ta miła, starsza pani, za której czasów tak się nie postępowało… 😉

 SYSTEM NAGRÓD

Wiadomo, że lepiej nagradzać, niż karać. Dlatego czasem, gdy wszystko idzie wyjątkowo szybko i sprawnie, a zakupy spożywcze okazały się miłym wspólnym spędzeniem czasu, idziemy jeszcze na lody lub ciastko.

TRZY GŁĘBOKIE WDECHY

Ostatnia zasada, co by się nie działo – nie denerwuj się. Dziecko to przestrzeń pełna chaosu. Do prawidłowego rozwoju potrzebuje ładu i ostoi – Ciebie. Policz więc do 10 i pomyśl, że za jakiś czas będziesz to wspominać ze śmiechem, a za kilka lat z sentymentem pomyślisz o tych wszystkich zakupowych katastrofach, żałując, że czas tak szybko ucieka.

Mama i ja

A Wy? Zabieracie dzieci na zakupy? Jakie macie sposoby na przetrwanie? 

Może spodoba Ci się też:

5 komentarzy

  1. U nas o dziwo zakupy idą bez komplikacji o ile jestem sama z Młodym, bo jak dołączy do nas tata to już się dzieją cuda na kiju. Dlatego u mnie zasada jest jedna -zakupy bez taty 😂

  2. A ja ze słowami pociechy dla rodziców młodszej dziatwy- mój syn, kiedyś nieodstępujący nas na krok, wszedłszy w wiek gimnazjalny dostał zakupowstrętu i rodzicowstydu :-). Każde wspólne wyjście na zakupy (w grę wchodzą tylko sporadyczne zakupy ubrań i butów dla niego) jest negocjowane przez tydzień. Składa tylko uprzejme zamówienia spożywcze przed cotygodniowymi, hurtowymi zakupami i tyle go widzieli ;-). Bądźcie dobrej myśli, sklepowe szaleństwo się kiedyś kończy ale z drugiej strony, żal że dzieci w tym wieku tak bardzo chcą się zdystansować od rodziców. I w 100% potwierdza się przysłowie: małe dzieci, mały kłopot, duże dzieci….

    1. No cóż, każdy wiek ma swoje prawa 😉 wielki powrót na łono rodziców zaczyna się na studiach – jak to fajnie u mamy, obiad na stole, zakupy zrobione, koszule wyprasowane… Nic nie trwa wiecznie 😉

  3. U nas zakupy najczęściej robi….mąż 🙂 Ja tylko sporządzam listę! 😉 Ale muszę przyznać, że nigdy nie miałam problemów z moją Córą w sklepie. Nie kładła się na podłodze, nie buntowała i nie protestowała. I niech ten stan trwa jak najdłużej! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *