MÓJ PIERWSZY TYDZIEŃ Z CAPSULE WARDROBE

Dziś minął pierwszy tydzień moich eksperymentów z capsule wardrobe. Pewnie jesteście ciekawe efektów. Wiecie co…?

JEST MEGA!!! 🙂 

Do tej pory moje ubieranie się wyglądało mniej więcej tak: w niedzielę wieczorem sprawdzałam orientacyjnie prognozę pogody na najbliższy tydzień i zastanawiałam się, co ewentualnie będę chciała założyć. Sprawdzałam, czy wszystkie te rzeczy są wyprasowane, czy będę musiała martwić się o to jeszcze we wtorek, środę czy czwartek. Jeśli wiedziałam, że na prasowanie raczej nie będę miała czasu (a tak zazwyczaj było), zerkałam, co jest gotowe do ubrania. Po kwadransie odchodziłam od szafy z taką samą niewiedzą, z jaką do niej podeszłam.

W poniedziałek rano sytuacja mniej więcej się powtarzała, tylko w bardziej nerwowej atmosferze. Koniec końców nosiłam w kółko jedne dżinsy, jedną marynarkę i jedną sukienkę. Chyba, że w międzyczasie coś sobie kupiłam, wtedy nosiłam to przez trzy kolejne dni. Chyba dlatego też bardzo spodobał mi się komentarz Bezy do poprzedniego wpisu z tej serii – „nie dość, że nie mam się w co ubrać, to jeszcze szafa mi się nie domyka” – strzał w dziesiątkę!

Dzień, w którym zredukowałam moją garderobę był jednym z najlepiej zainwestowanych momentów mojego życia 😉

Po sobotnich porządkach, w niedzielę wieczorem otworzyłam moją szafę i przez chwilę pomyślałam, że nie jestem w swoim mieszkaniu… Wszystko czyste, uprasowane, wisi na wieszakach i aż prosi „ubierz mnie”. Nic się nie wysypuje, nic się nie gniecie…

Wyjęłam popielatą sukienkę, czarne rajstopy i buty. Tyle to trwało. Krócej niż napisanie tego zdania. I wiecie co? Aż zgłupiałam… Stałam przed tą szafą, z kompletnym strojem na poniedziałek i nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Tak szybko??!! Miałam w ręce ciuchy, w których czuję się komfortowo, które mi się podobają i są wygodne. To nie mogło się nie udać – wiedziałam, że muszę w tym dobrze wyglądać, choćby nie wiadomo co.

Sytuacja powtórzyła się też we wtorek, środę i pozostałe dni tygodnia. Do następnej soboty miałam w czym chodzić, a stylizacje nie zdublowały się ani razu.

W kolejną sobotę miałam chwilę i ułożyłam w głowie kilka pomysłów na granatowe spodnie, a następnie zapisałam je na kartce – mam gotowe stylizacje na kilka dni – oczywiście nie koniecznie pod rząd.

Teraz jeżeli przychodzi mi do głowy pomysł na jakiś ciuchowy zakup, zapisuję go na kartce. Na przykład – ostatnio pomyślałam o czerwonych spodniach. Wpisałam je na moją wishlistę, a następnie zastanowiłam się, do czego te czerwone spodnie mogłyby pasować. Po przemyśleniu doszłam do wniosku, że pasują do dwóch marynarek, swetra i dwóch koszul. Więc taki zakup byłby inwestycją, a nie tylko nabyciem kolejnego ciucha na bliżej nieokreśloną okazję. Wiem, że niektórzy stosują zasadę trzech – nowa rzecz może znaleźć się w capsule wardrobe, jeżeli będzie można stworzyć z nią 3 stylizacje z rzeczami już posiadanymi.

Wiele osób pisało w komentarzach, że nie dałoby tak rady i że to nie dla nich. 37 sztuk odzieży na jeden sezon to naprawdę dużo. Może na początek warto po prostu posegregować ubrania porami roku. Mam dużo bluzek i sukienek, które mogłabym nosić teraz, ale ze względu na przykład na kolorystykę (bordo, ciemna zieleń) odłożyłam je do pudełka z ubraniami na jesień – doszłam to wniosku, że wtedy sprawdzą się lepiej, a ja za nimi do tego czasu zatęsknię. I nie zajmują niepotrzebnie miejsca w szafie.

Będę Wam na bieżąco przedstawiać efekty moich eksperymentów z capsule wardrobe. Napiszę też nieco więcej o związanym z tym slow fashion.

Na koniec przedstawiam Wam kilka pomysłów stylizacji z granatowymi spodniami:

  Na ostatnim zdjęciu bluzka jest łososiowa, co może nie do końca widać. Za to dobrze widać te same bazowe granatowe spodnie, baleriny i szal w tym samym kolorze.

Przy tworzeniu szafy zauważyłam, że dobrze, jeśli na jedną parę spodni lub spódnicę przypadają 3-4 góry. Daje nam to już całkiem spore pole do popisu. Oczywiście najważniejsza jest baza, ale o tym przewidziałam osobny wpis 🙂

Podsumowując, po minionym tygodniu jestem bardzo zadowolona. Ani jednego dnia z modowymi rozterkami 😉

Krok drugi: skompletowanie w ten sam sposób szafy córki.

A jak Wam idzie? Odważyłyście się?

Może spodoba Ci się też:

14 komentarzy

  1. Zazwyczaj kupuje ubrania w stonowanych kolorach, które łatwo połączę z ubraniami już posiadanymi. Pozwala mi to uniknąć standardowego „nie mam się w co ubrać”. Ale wiem, że muszę zainwestować w jeszcze kilka bazowych ubrań, a wtedy nie będę musiała nic kupować przez najbliższy czas 😉 Zestawy z granatowymi spodniami są jak najbardziej na plus i pasują do mojego stylu. Również posiadam podobne spodnie, ale moje dodatkowo posiadają białe kropeczki, wiec mam nieco trudniejsze zadanie z ich połączeniem. Ale sobie radze 😉

  2. Świetna koszula w trzeciej stylizacji i bardzo fajny pomysł z całym przedsięwzięciem! 🙂 Fajnie, że zainspirowałaś mnie miesiąc przed moją przeprowadzką – niedługo zabieram się do wielkiej rewolucji w swojej szafie 😀

    1. Bardzo się cieszę – w tym tygodniu powinien jeszcze pojawić się wpis o kompletowaniu bazy 🙂 wpadnij! 😉

  3. Kolejne dni bez problemu w co mam się ubrać 😀 to brzmi bardzo kusząco. Poza tym aktualnie jestem w miejscu, o którym piszesz 😀 mam mnóstwo ciuchów i jakoś ciągle nie mam w co się ubrać 😀 może czas się bardziej zainteresować tematem, zrobić wiosenne porządki i w końcu przestać mieć problem w co się dziś ubiorę 😀

    1. Ja naprawdę bardzo polecam. Zawsze lubiłam mieć dużo ciuchów, ale teraz wiem, co mi po ilości, skoro nie ma jakości… 🙂

  4. Kusisz i nęcisz, to brzmi naprawdę genialnie! U mnie problem polega na tym, że moja praca wymaga zakładania kombinezonu (fartuch ochronny) i szaleć mogę tylko w weekend. To deprymujące okropnie. Na co dzień moje decyzje ograniczają się do tego czy fartuch będzie mieć długi czy krótki rękaw ;-)a to co pod nim może ewentualnie zadowolić tylko mnie, bo widać tylko spodnie 😀

    1. Pamiętam ten ból 😉 białe zapinane fartuchy i apaszki z logiem firmy… Ale w gruncie rzeczy to co pod spodem to trochę jak z bielizną – też zadowala tylko Ciebie, a jadnak… 😉

  5. Korzystam z podobnej zasady – robiąc zakupy zastanawiam się do czego będzie dane ubranie pasować. Nigdy nie kupuję czegoś „od czapy”, czegoś, co do niczego nie pasuje 😉

  6. Ojj ja też marzę o capsule wardrobe! Ale jednocześnie bardzo chcę się trzymać idei minimalizmu i muszę to jakoś pogodzić. Na dodatek od roku bardzo lubię wszelkie spódnice i sukienki i jestem wielką fanką grup na fejsie np. 365 dni w spódnicy. Ale capsule wardrobe na pewno zacznę realizować, nie wiem jeszcze na razie jak, ale zacznę 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *