KOMPLETOWANIE BAZY CAPSULE WARDROBE

Ubrania

Jak wygląda kompletowanie bazy capsule wardrobe?

Jak wiecie, od jakiegoś czasu funkcjonuję z moją szafą minimalistki. W zasadzie nie ma dnia, by któraś z koleżanek śledzących bloga nie zapytała, czy naprawdę to zrobiłam (ok, kiedyś też wydawało mi się to zbrodnią 😉 ) i czy naprawdę się sprawdza. Po tych kilku już tygodniach i nagromadzeniu świąt, gdy szczególnie zwracamy uwagę na ubiór, z czystym sumieniem na oba pytania mogę odpowiedzieć TAK, TO DZIAŁA. Dziś przygotowałam dla Was wpis o tym, jak wyglądało moje kompletowanie szafy.

Długo przeczesywałam Internet w poszukiwaniu gotowej odpowiedzi na pytanie, co właściwie w tej szafie powinno się znaleźć. Nie tylko polskie blogi, ale też anglojęzyczne tej odpowiedzi nie dają. Przebrnęłam przez kilka opisów początków CW (m.in. u un-fancy, worqshop, simplicite), kilka gotowych list do stworzenia swojej idealnej szafy i wiele, wiele innych uwag na temat ilości, jakości i funkcjonalności kapsułkowej szafy. Ale gdyby tak postanowić wyrzucić z niej wszystko i zacząć od zera, to właściwie od czego zacząć…? Na to pytanie nie odpowiada nikt. Ponieważ ja po części tak zrobiłam, postaram się opisać, od czego zaczęłam.

Odwołam się tu do wpisu, który już kiedyś pojawił się na blogu o 10 rzeczach, które powinna mieć każda z nas.

Zastanowiłam się nad kolorami bazowymi, z których wybrałam biel, granat i czerń. Z żywych dodatków pozostawiłam uniwersalną czerwień. Skłaniam się jeszcze w stronę fuksji na letnie miesiące i oczywiście pasteli na wiosnę, ale głównie w dodatkach.

W ten oto sposób powstała szafa, wyglądająca mniej więcej tak:
Do tego dochodzą dodatki i akcesoria – nie jest tego wiele, ale znajdą się ze 2 szaliki, jakaś apaszka i około 6 torebek (4 listonoszki różnych formatów i odcieni i 2 kuferki).

Baza to rzeczy, które pozostają w szafie przez cały rok.

W moim przypadku są to t-shirty, spodnie i spódnice. Muszą być naprawdę dobrej jakości. Reszta rzeczy zmienia się w zależności od pór roku. Przy czym przy odróżnieniu wiosny od jesieni kieruję się głównie kolorami – marynarki, sukienki i bluzki w ciemnych tonacjach bordo czy zieleni zostawiam na jesień, natomiast jasne odcienie lądują w szafie wiosennej. W ten sposób ubrania mam pod kontrolą, nie kupuję na zapas, wiem, że nic nie zaginęło w czeluściach szafy i o niczym nie zapomniałam. Ubrania też nie nudzą mi się szybko, a za niektórymi wręcz tęsknię i nie mogę doczekać się, kiedy znów je włożę 😉 Robiąc zakupy wybieram głównie rzeczy klasyczne i uniwersalne, nie ryzykuję więc, że za pół roku coś będzie niemodne.

Capsule wardrobe wymaga jednak pewnej konsekwencji i – przynajmniej na początku – żelaznej woli.

Przede wszystkim – o czym już pisałam – porządek w szafie. Po uporządkowaniu i stworzeniu nowej szafy kieruję się (zresztą nie dotyczy to tylko ubrań) zasłyszaną gdzieś zasadą 60 sekund: jeśli coś zajmuje mniej niż 60 sekund zrób to od razu. Przyznaję, że ucząc się tego nawyku dochodziło do pewnych absurdów – początkowo rzucałam coś gdzie popadło, a następnie wracałam i odkładałam na swoje miejsce 😉 Ale w końcu przyniosło efekty.

Po drugie, unikanie zakupów. Dosłownie. Często kupujemy „w nagrodę” bądź „wynagradzająco”. Ciężko pracuję – kupię sobie bluzkę – zasłużyłam. Miałam zły dzień w pracy – kupię sobie sukienkę, należy mi się na pocieszenie. Z tym absolutny koniec. W moim bullet journalu mam wishlistę, na której – po przemyśleniu – zapisuję rzeczy, które chciałabym sobie kupić: Wishlista

Na listę trafiają rzeczy, które pasują do reszty mojej garderoby. Jeśli coś kupię – wykreślam z listy. Jeżeli coś nie jest wyjątkowo pilne, nie spieszę się z zakupami. Po kliku tygodniach, czasem po miesiącu wracam do pomysłu i jeśli nadal uważam to za potrzebne, kupuję. Biała koszula i boyfriendy wiszą na liście już od dawna. Po pierwsze, nie jest to zakup pilny, bo moja koszula jest jeszcze w porządku, a i jakieś dżinsy posiadam, ale ponieważ koszule wręcz kocham, zależy mi na drugim egzemplarzu. Od dawna też chcę stać się szczęśliwą posiadaczką boyfriendów, ale zwyczajnie nie jestem pewna, czy w tym fasonie będzie mi dobrze, a ostatnio nie mam czasu na spokojne przymierzenie kilku par w sklepie. Tak więc te rzeczy na razie czekają na lepsze czasy.

Omijam też ciucholandy 😉 Kraków jest bardzo kuszący pod tym względem i jeśli dobrze poszukać, można znaleźć tu prawdziwe perełki. Dlatego nigdy więcej 😉

Również żadnych window-shopping, czyli „przejdę tylko przez galerię, żeby sobie pooglądać wystawy”. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.

Dla lepszej motywacji wyznaczyłam sobie też cel, na jaki odkładam zaoszczędzone na zakupach pieniądze. Tym razem z mojej listy „Before I die” wybrałam cel w postaci Edynburga. Za każdym razem, gdy kusi mnie choćby na kolejną świeczkę zapachową, myślę o perspektywie kilku dni w Szkocji. Chęć zakupów pryska niczym zły czar 😉

Mam nadzieję, że przybliżyłam Wam ideę mojej kapsułkowej szafy, a także coraz bardziej przekonuję Was do tego, że mniej znaczy więcej. Jeżeli kompletowanie bazy capsule wardrobe przeze mnie jest dla Was jeszcze jakoś niejasne – pytajcie w komentarzach, chętnie odpowiem.

Może spodoba Ci się też:

7 komentarzy

    1. Postarałam się 😉 mnie też się zawsze wydawało, że ostrzejszej selekcji nie da się już zrobić, a jednak… 😉

  1. Świetny wpis i masz rację, w blogosferze nie znajdziesz takiego postu, tak naprawdę jak od postaw zbudować swoją garderobę. Odwaliłaś kawał dobrej, najważniejsze to opracować podstawowe kolory i na ich bazie dopierać pozostałe ubrania.
    Pozdrawiamy

  2. Bardzo podoba mi się twoje spojrzenie na minimalizm w szafie. Ja go bardzo preferuję dlatego czasami robię wyprzedaż szafy 😀
    Co do kwestii minimalizmu w szafie, to chętnie zaglądam od czasu do czasu do książki Kasi Tusk, bardzo fajnie omawia temat 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *