DOMOWY BUDŻET #4: EFEKT LATTE, CZYLI OSZCZĘDZANIE MAŁYMI KROKAMI

kawa na wynos

Latte wymyślili Włosi, latte na wynos Amerykanie. Później wymyślili coś, co nazwali „efekt latte”. 

Efekt latte to pomysł finansisty Davida Bacha, który – krótko mówiąc – przedstawia sposób na to, jak stać się bogatym zaczynając od małych kwot 😉

W rzeczywistości oczywiście nie jest tak łatwo, a sam sposób nie zrobi z nas milionerów w ciągu jednego miesiąca, ale być może stosowanie tej metody zapewni nam weekend w wymarzonym miejscu za darmo (ok, nic nie jest za darmo, weekend będzie z oszczędności, ale ja wolę myśleć o tym w ten sposób ;)).

Jak działa efekt latte?

W modelowym przykładzie wyobrażamy sobie mieszkańca Nowego Jorku, który codziennie rano, po drodze do pracy, w kawiarni nieopodal swojego apartamentu, kupuje kawę latte (albo inną) na wynos za ok 4$. Licząc optymistycznie, 4$ mnożymy przez 20 dni pracujących. 80$…

A teraz nasza rzeczywistość:

nie znam chyba nikogo, kto codziennie po drodze do pracy kupowałby kawę. Jednak sporadycznie (1-2x w tygodniu) już się to zdarza. A ile razy w tygodniu kupujecie na przykład drożdżówkę…? Liczymy dalej. Macie dzieci? Wyjście na plac zabaw: picie, lody, wymieniać dalej…?

Nie chodzi o to, żeby się ograniczać.

Chodzi o to, by eliminować zbędne wydatki. Załóżmy, że w ciągu 20 dni pracujących kupiłam:

4x drożdżówkę, pączka lub coś podobnego, nie dlatego, że byłam głodna, ale po prostu miałam ochotę (4×1,5zł=6zł)

4x kawę na wynos, bo nie chciało mi się robić w pracy (4x6zł=24zł)

3x córka naciągnęła mnie na jajko niespodziankę (3x4zł=12zł)

2x przechodziłam obok cukierni i kupiłam ciastka do pracy (2x20zł=40zł)

Ok, na razie wystarczy. Wszystkie te zakupy nie były podyktowane koniecznością. Były to przejawy łakomstwa – a boczki rosną 😉 Teraz liczymy: w ciągu 20 dni wydałam 82 zł. Gdybym zrezygnowała z co drugiego zakupu w mojej kieszeni zostałoby 41 zł w danym miesiącu. W ciągu roku dałoby to kwotę 492 zł. Wygląda nieźle, nie?

Jak rzeczywiście zaoszczędzić te pieniądze?

Sama rezygnacja z czegoś nie przynosi jeszcze efektów. Zawsze znajdzie się inny cel, na który wydamy tę kwotę. Podstawą jest – po świadomej rezygnacji z zakupu – odłożenie pieniędzy. Schowajcie je gdzieś, ukryjcie głęboko, a wkładając kolejne kwoty nie zaglądajcie, ile już się uzbierało. Sprawdźcie na koniec roku – będziecie miło zaskoczeni 🙂

Niestety, jak wszystkie wielkie cele i ten wymaga stalowej woli. Ale by się przekonać, czy warto, trzeba spróbować samemu.

Powodzenia!kubek

Może spodoba Ci się też:

4 komentarze

  1. Wymyśliłam właśnie taki genialny sposób oszczędzania, kiedy byłam mała 😉 zaproponowałam rodzicom by ograniczyć ilość wypijanych przez nich herbat dziennie i zaczęłam dowodzić, jakie to wielkie oszczędności by nam przyniosło. Rodzice pokiwali głowami, spojrzeli na wyliczenia, po czym pili tyle samo herbaty co zawsze :p I ja też jak tak pomyślę, to chyba wolę jednak rozpuszczać samą siebie drożdżówkami kupionymi na spontanie, niż ściubić te 500 złotych rocznie 🙂 Jak mi brakuje 500 złotych, to po prostu muszę wymyślić sposób, żeby je zarobić, a nie wyrzekać się życiowych przyjemności i od tej pory wydawać kasę już tylko na naprawdę poważne, potrzebne i praktyczne rzeczy… i starać się nie słyszeć, jak wewnętrzne dziecko płacze;)

  2. Mnie najtrudniej jest zapanować nad chęcią zajrzenia ile już się uzbierało i ewentualnie podkradaniu, a bo to brakuje 1 zł, a to wezmę ze skarbonki, a jak wypłacę pieniądze i nadpłacę. Dodam, że nigdy ich nie zwracałam do skarbonki. Chyba muszę sobie kupić pancerną skarbonkę 🙂

  3. Najbardziej podkręca nie sprawdzanie ile już jest. Zawsze myślę: może już policzę ile uciułałam w mojej skarbonce ręcznie malowanej, czerwonej śwince z wąsami, którą ozdobił mój syn 9 lat temu. Ale, jeszcze np. miesiąc od dziś i zaznaczam w kalendarzu. A potem dreszczyk emocji, bo wrzucam wszystko od 1 gr po 5 zł i nie sposób wyszacować ile może tam być. I zwykle jestem mega zaskoczona kwotą! Przeznaczam to na moje torebkowo-obuwniczo-kosmetyczne zachcianki. Polecam wszystkim taką metodę 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *