DLACZEGO CHCĘ ZOSTAĆ MINIMALISTKĄ

Zegar - zostać minimalistką

Dziś znów wpis z serii osobistych przemyśleń, a konkretnie będzie o tym, dlaczego piszę bloga i dlaczego postanowiłam zostać minimalistką 🙂 

Jako młoda dziewczyna miałam tendencje do pisania wszelkiego rodzaju pamiętników. Zresztą, pisałam też wiersze, które nawet zdobywały jakieś symboliczne nagrody, a jeden z nich doczekał się publikacji w gazecie o nieco większym zasięgu. Później zaczęły się studia, praca, a ja miałam coraz mniej czasu. Zresztą, czy w moim wieku ktoś w ogóle pisze jeszcze pamiętnik??? A wiersze? Ok, nie liczmy poetów… 😉

Kiedy zaczynałam prowadzić bloga nie wiedziałam dokładnie, jaką tematykę chcę poruszać. Wiedziałam tylko, że chcę zrealizować potrzebę przelania swoich myśli na papier. I nie ukrywam, że najlepiej w taki sposób, by w przyszłości przynosiło to jakieś korzyści (również materialne).

Próbowałam pisać o modzie i urodzie, wrzucałam zdjęcia stylizacji, ale bardzo szybko doszłam do wniosku, że nie mam czasu na sesje, nie ma kto robić mi zdjęć, a przede wszystkim nie mam tyle ciuchów, by zapewnić Czytelnikom regularny przegląd mojej szafy. No i że tak naprawdę nie sprawia mi to radości.

Stopniowo zaczęły pojawiać się inne wpisy, a blogowi zaczęło być bliżej do tematyki „o wszystkim i niczym”, czyli typowy lifestyle 😉 Pisanie bloga zbiegło się też z pójściem córki do przedszkola i moim powrotem do pracy (na więcej niż 1/4 etatu 😉 ). Zaczęłam wtedy zastanawiać się, co tak naprawdę chcę robić w życiu, na co mieć czas, a na co zupełnie go nie marnować. Co jest dla mnie naprawdę ważne, a co musi poczekać.

Zdałam sobie sprawę, że każda doba ma 24 godziny. Moja, Twoja, każda. Dłuższa nie będzie i zawsze coś odbywa się kosztem czegoś innego. 

Każdego dnia podejmujemy wybory, które sprawiają, że jesteśmy w tym, a nie innym miejscu. I tylko i wyłącznie od nas zależy, co to będzie za miejsce. Nie od szefa, rodziców, współmałżonka czy nawet dzieci. Oczywiście, wszystkie te osoby mają na to wpływ. Ale ostateczny kształt naszej rzeczywistości kreujemy tylko my.

Wraz z tymi wszystkimi przemyśleniami odkryłam, że bardzo dużo czasu zajmuje mi porządkowanie rzeczy.

Większość z nich nie ma swojego miejsca w naszym 2-pokojowym mieszkaniu, pojedyncza szafa jest zdecydowanie za mała na naszą 3-osobową rodzinę, a perspektyw na przeprowadzkę w tym momencie brak.

Trochę pod wpływem impulsu (za to bez skrupułów) zrobiłam pierwsze porządki w szafie i uświadomiłam sobie, że te wszystkie materialne przedmioty tak naprawdę mnie nie cieszą. Że dla mnie ważne jest co innego – rodzina, wspólne spędzanie czasu, wspólne posiłki – i właśnie na to potrzebna jest nam przestrzeń. A nie na kolejny, nieco już znoszony sweter, który żal wyrzucić, bo przecież w zasadzie jeszcze jest dobry…

Zaczęłam wtedy szukać różnych sposobów na uproszczenie sobie życia i tak dotarłam do blogów o tematyce slow life i minimalizmu. W pierwszej chwili szalona myśl o tym, by zostać minimalistką nieco mnie przeraziła, ale z czasem, gdy stopniowo porządkowałam swój dom i swoje życie, zaczęłam odkrywać, że większość otaczających mnie rzeczy nie wywołuje we mnie żadnych odczuć. Co więcej, nie jest też w żaden sposób mi potrzebna.

Tak pozbyłam się między innymi wszystkich ubitych kubków, rozciągniętych ubrań, starej pościeli i przetartych ręczników. Po co ja to w ogóle trzymałam…?

Nie da się powiedzieć „od dzisiaj postanowiłam zostać minimalistką” i już. To długi proces wymagający zmiany sposobu myślenia, nawyków i świadomości. To przede wszystkim znalezienie odpowiedzi na odwieczne pytanie „kim jestem” i kim chcę być za x lat.

Nie mam zamiaru popadać ze skrajności w skrajność. Chcę znaleźć swój złoty środek, który sprawi, że zawsze będę mówiła „tak, jestem szczęśliwa tu i teraz i niewiele do tego szczęścia mi potrzeba”.

Bo chyba właśnie o to dla mnie chodzi w tej idei, nawet jeśli miałabym kiedyś zostać minimalistką z trochę większą ilością rzeczy… 😉

Kwiaty

A jeśli jesteście zainteresowane ideą slow life i minimalizmu, odsyłam Was do dwóch świetnych blogów na ten temat:

SIMPLICITE i KAMERALNA 

Na koniec życzę Wam odwagi do postawienia tego pierwszego kroku. A jeśli nadal nie jesteście przekonane, czy warto, odsyłam do mojego starego już wpisu o ILOCZYNIE, KTÓRY ODMIENIŁ MOJE ŻYCIE

Może spodoba Ci się też:

8 komentarzy

  1. Niestety minimalizm i slow life za bardzo kojarzą mi się z trendem, a za mało z celem w samym sobie, żebym potrafiła się w to zaangażować. Na swój sposób też jestem minimalistką, choć w bardzo subiektywnym rozumieniu tego pojęcia. I to jest chyba najważniejsze – żyć w zgodzie ze sobą i dostosowywać wszystko do siebie, specyfiki swojej psychiki (no, kto w naszym wieku pisze wierszem? :D), a nie wpasowywać się w nurt, który siłą rzeczy nie będzie na wszystkich dobrze wpływał 🙂

    1. No właśnie o to chodzi – nieważne, jak to nazwiemy – ważne są cele, które chcemy osiągnąć i sposób, w jaki przeżyjemy nasze życie 🙂

  2. Mnie nieco drażni tematyką minimalizmu, bo czuję się wręcz atakowana, że to jest jedyna słuszna droga. Po co Ci tyle, ubrań, po co tyle bibelotów, wyrzuć, rozdaj, odsprzedaj, oczyść przestrzeń. Nie każdy czuje taką potrzebę, a może czuć presję, że sposób w jaki żyje nie jest akceptowany przez społeczeństwo. Nie mam tu na myśli życia w graciarni, ale jeżeli ktoś zbiera figurki czy kubki to niech je gromadzi.
    Natomiast jeśli ktoś rzeczywiście odnajduje się w tym trendzie, nic nie robi na siłę, to świetnie.

  3. Ja nie mam w domu dużo bibelotów, ubrań. Nie jestem sentymentalna i nie trzymam pamiątek, papierów. Staram się regularnie robić porządki i wyrzucać co zbędne. Nie ma „może kiedyś się przyda”. Niestety gorzej jest z kosmetykami, mam ich bardzo dużo bo lubię mieć wybór. I tutaj muszę popracować nad minimalizmem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *