BLASKI I CIENIE BYCIA MAMĄ

Ten wpis powstawał kilka dni i jest skierowany do wszystkich tych dziewczyn, które dopiero zostaną lub dopiero zostały mamami. Sama na razie mam tylko jedno dziecko, więc nie traktujcie tego artykułu jak eksperckiej wypowiedzi – jak większość z Was uczę się na własnych błędach. Chcę jednak obalić kilka mitów i potwierdzić kilka prawd związanych w macierzyństwem.

Ten wpis jest też związany z kilkoma ostatnimi latami mojego życia, dla mnie jest więc czymś osobistym i płynącym prosto z serca.

Przedstawiam Wam moją historię:

 moja ciąża nie była zaplanowana, nie była też zaskoczeniem. Byliśmy prawie 2 lata po ślubie, coraz częściej zastanawialiśmy się, czy to już może pora, a jeśli jeszcze nie, to kiedy.

Od razu odpowiadam: nie ma dobrej pory. Tak jak nie jesteście gotowi teraz, za pół roku czy rok nie będzie inaczej. I odwrotnie – jesteście gotowi, nie czekajcie. Za pół roku może być gorzej.

Kiedy na teście wyszły magiczne dwie kreski, moja euforia trwała ok 30 minut. Później przyszły wątpliwości i stwierdzenie, że to na pewno nie jest dobra pora 😉 Dziś uważam inaczej. Nie zamieniłabym tego czasu na żaden inny, choć do dziś czasem zastanawiam się, jakby potoczyło się moje życie, gdyby nie te dwie kreski.

Byłam wtedy na 5 roku studiów, był początek marca, zdałam ostatnie egzaminy i przeszłam do pisania pracy magisterskiej z wielkim planem obrony przed wakacjami i myślą zdawania we wrześniu na jedną z aplikacji prawniczych.

Podsumuję to tak: początek ciąży (przy czym ten początek trwał do 5 miesiąca 😉 ) znosiłam fatalnie. Nigdy nie czułam się gorzej. Stres związany z tym, że pozwoliłam życiu toczyć się według moich planów tylko nasilał te wszystkie nieprzyjemne objawy. Ale 7 lipca obroniłam magisterkę, a we wrześniu zdałam egzamin na aplikację. W listopadzie urodziłam wspaniałą zdrową córkę. Wiedziałam już, że było warto.

Mała ostatecznie urodziła się po cesarskim cięciu, choć poród zaczął się naturalnie, dzień przed określonym terminem i na początku nic nie wskazywało na to, że moje dziecko będzie robiło wszystko, by jeszcze nie oglądać tego świata. Cóż – znieczulenie działa cuda, a upór Młodej do dnia dzisiejszego jedynie rośnie w siłę…

Pierwsze miesiące macierzyństwa były całkiem przyjemne. Karmienie piersią i te sprawy… Jeśli właśnie macie z tym problem –  nie przejmujcie się. Miałam tyle pokarmu, że mogłabym wykarmić cały oddział noworodków, a moja córka – mimo prób wszystkich położnych i 3 pań od laktacji – postanowiła nawet tego nie spróbować… Do teraz tak ma – dziś oznajmiła, że nie tknie buraczków, bo są z sosem… Widzieliście kiedyś buraczki w sosie…??? Widać charakter to jednak coś, z czym się rodzimy… Dla uspokojenia dodam, że pomimo sztucznego mleka nie chorowała, nie łapała wszystkich możliwych przeziębień ani nie miała problemów z apetytem.

Ale na co by nie narzekać, do 8 miesiąca w nocy spała nieprzerwanie ok 8 godzin. Nigdy później już się tak nie wysypiałam. Dziś są noce, że przynoszę mleko na przemian z wodą  i 4 razy – jak nie jeść, to pić… Lekarz mówi – tak ma, kiedyś jej przejdzie. Mam nadzieję, że to kiedyś nadejdzie niebawem, bo Młoda w nocy toleruje tylko mnie. Kiedyś poszedł mój mąż i usłyszałam z pokoju dialog:

Mała: Daj mi!! Daj!

Tata: Co Ci dać??

Mała: Mamę mi daj!!!

Więc jeśli macie mężów wstających w nocy i podających butelkę – bądźcie za to wdzięczne nie tylko im, ale i Waszym dzieciom…

 Kiedy Młoda miała 2 miesiące zaczęłam ją zostawiać na dłużej z babcią – było to związane z rozpoczęciem aplikacji i praktykami. Babcia przyjeżdżała prawie 50 km, w zasadzie każdego dnia, przez ok 3 miesiące. Na szczęście trafiałam na fajnych opiekunów i moja nieobecność w domu sprowadzała się do ok 4 godzin, to przyznam Wam, że chyba nigdy w życiu tak nie tęskniłam. Zrozumiecie to, jak tego doświadczycie 😉 Też patrzyłam dziwnie na koleżanki, które tak twierdziły 😉

I tak przy okazji dziwnych spojrzeń – zanim zostałam mamą, jedna z moich koleżanek mam (nawiasem mówiąc to Beza, która tu często komentuje – pozdrawiam Cię, Kochana i wybacz to, co zaraz napiszę 😉 ), powiedziała mi kiedyś, że jak już urodzę, to coś mi się podzieje i prócz wielu dziwnych zachowań, jakie się pojawią, będę każdą krzywdę, jaka dzieje się jakiemukolwiek dziecku odbierała przez pryzmat własnej córki. Pomyślałam wtedy (delikatnie mówiąc) – no bez przesady. Może jestem emocjonalna, ale są granice. Dziś już wiem – dziś mam problem ze spokojnym obejrzeniem wieczornych wiadomości… Nie mówiąc o tym, jak trudno oddzielić to, co widzę w pracy od własnych emocji. Beza – nikt nie miał nigdy tyle racji, co Ty wypowiadając te słowa. Dzięki Tobie wiem, że to tak po prostu jest i przynajmniej w tym zakresie to nie problemy z moim zdrowiem psychicznym 😉

Dziś Młoda chodzi już do przedszkola – te 5 godzin, które tam spędza, to najszybciej upływający czas mojej doby. To 5 godzin, w czasie których jak nie idę do pracy, to przynoszę pracę do domu, sprzątam, gotuję, piorę i prasuję. No i oczywiście jeszcze piję wtedy kawę. Zimną – żeby nie było wątpliwości. Nie myślcie, że zawsze wszystko się udaje. Wręcz przeciwnie – są dni bez obiadu, są dni, że mąż nie ma koszuli, są dni, że kosz na pranie się nie domyka, a rzeczy do wyprasowania same wypełzają z szafy i udają się już w kierunku żelazka. Nie mamy opiekunki, nie mamy babci 24/7, w zasadzie jesteśmy tylko my.

I nieraz mam wyrzuty sumienia, że udaję, że buduję tę wieżę z klocków, gdy tak naprawdę ukradkiem przeglądam w telefonie orzeczenia SN. 

Macierzyństwo – świadome macierzyństwo – to przedsięwzięcie, do którego nie sposób się przygotować. To ogromne przedsięwzięcie logistyczne i niesamowita odpowiedzialność – za siebie nawzajem. I są tacy, którzy mówią „Nic się nie zmieni”. Jeśli chcesz „być Rodzicem”, a nie tylko „mieć dziecko” – to wszystko się zmieni. Zmienią się priorytety, ucierpi życie małżeńskie, o osobistym nie wspominając. Być może tak jak ja będziesz musiała odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chcesz być Matką, czy chcesz robić karierę. Być może też będziesz musiała znaleźć elastyczną pracę, gdzie Twój szef będzie rozumiał to, że chociaż chcesz pracować i robisz wszystko, by robić to dobrze, to przede wszystkim jesteś Matką i nie wyślesz chorego dziecka do przedszkola ani jego wychowania nie powierzysz niani czy dziadkom.

Dzisiejszy świat nie ułatwia nam tych decyzji – wręcz przeciwnie, stara się nam wmówić, że tak jak było wcześniej, było źle. Że dom to nie miejsce dla kobiety. Że kobiety, które nie pracują są gorsze. Ale tak naprawdę na te dylematy potrafisz odpowiedzieć tylko Ty. I tylko Ty i Twoja Rodzina będzie ponosiła konsekwencje tych decyzji.

Mam nadzieję, że ten wpis dodał odwagi tym, które się boją. Te, które doświadczają takich samych rozterek, utwierdził w przekonaniu, że nie są same.

Życzę Wam mądrych wyborów i najlepszej nagrody – uśmiechu Waszych Dzieci.

Może spodoba Ci się też:

8 komentarzy

  1. Bardzo dziękuję za ten wspaniały wpis. Pokazałaś wszystkim kobietom, które to przeczytają, że macierzyństwo, choć często nieplanowane, jest pełne wspaniałych przeżyć, wzbogaca kobietę i zmienia priorytety. To nie tylko ubieranie dzidzi w markowe ciuszki GAP ale i nieprzespane noce. Ale dziewczyny- warto, bo dziecko to JEDYNY człowiek, który będzie nas kochał bezwarunkowo. Pozdrawiam Cię i ściskam. Wzruszyłam się 🙂

  2. Bardzo fajny artykuł. Ja nie mam dziecka, mam 27 lat, chcę mieć kilkoro, bo wiem, że bez dzieci życie będzie nudne :PNo, ale właśnie, to co napisałaś, czuje się jeszcze za „smarkata” na dziecko i że to jeszcze nie pora 😛 Chce przed dzidziusiem zwiedzić świat i rozkręcić mojego podróżniczego bloga 😛 Ale gdyby mnie jednak zaskoczyło z moim chłopakiem to wiem, że bylibyśmy bardzo szczęśliwi, tak czy siak 🙂

    1. Trzymam kciuki 😉 a jakby co, to pamiętaj, że najgorsze są pierwsze 3 lata – później to już zaczyna być towarzysz 😉

    1. Dzięki – cieszę się, że tak wielu osobom się spodobał – był pisany od serca i szczerze mówiąc, obawiałam się, że wywoła raczej kontrowersje. Ale okazuje się, że rzeczywiście wiele osób myśli podobnie jak ja 🙂 Dziękuję za wszystkie ciepłe słowa!!! :*

  3. Czemu kontrowersje? To co napisałaś to szczera prawda. Macierzyństwo jest piękne, ale i ma swoje cienie (chociaż tych jest bardzo mało ☺ ). Nieprzespane noce to pikuś jak Mały Łobuz odwdzięcza się uśmiechem, przytuleniem i bezgraniczną miłością. Dla Młodego jestem w stanie nawet przeżyć słuchanie Tarzan Boy „Samoloty” milion razy w ciągu dnia- ale i tak po głowie chodzi mi myśl kto odlecieć ja czy komputer 😀 więc kochane jest ciężko, bo lekko nigdy nie ma, ale warto przeżyć poród, nieprzespane noce, kolki, ząbkowanie bo „ramiona dziecka na twojej szyi, to najpiękniejszy klejnot jaki matka nosi” 😍

  4. Muszę przyznać, że z ciekawości przeczytałam ten post, mimo, że nie jestem w ciąży ani nie mam dziecka. Za to staramy się z narzeczonym aby w końcu w naszym życiu pojawiło się maleństwo. Jestem pewna, że ten czas kiedy pojawi się dziecko jest życiem pełnym zmian, mam dużo znajomych jak i w mojej rodzinie osób dla których urodziły się dzieci i wiem, że jest to pogmatwany czas, bo na nic nie ma czasu, ale uśmiech dziecka kiedy zadowolone jest najważniejsze od wszystkiego.
    Pozdrawiam i zapraszam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *