A MOŻE BY TAK ŻYĆ PROŚCIEJ…?

żyć prościej

Żyć prościej, czyli właściwie jak?

Gdy zastanawiałam się nad tytułem poniższego wpisu, pomyślałam, że moje skojarzenia ze zwrotem „proste życie” są raczej pejoratywne. Bo jaki obrazek rysuje się w moich myślach, gdy mówię sobie o takim życiu? Kojarzycie Chełmońskiego? Taki malarz realista z końca XIX wieku. Wpiszcie w Google, jeśli nie pamiętacie. W każdym razie gość malował polską wieś. Jest taki jego obraz „Babie lato”, albo „Bociany”… Zobaczcie koniecznie. Właśnie z tym kojarzy mi się proste życie. I przypuszczam, że nie tylko mnie, skoro tak chętnie polska blogosfera przyjęła określenie „slow life”

Ale właściwie, tak całkiem z drugiej strony, cóż jest złego w widoku bosego chłopa w słomianym kapeluszu przed chatą pokrytą strzechą… 

Moim zdaniem nic. Ale do rzeczy…

Jak zauważyliście, temat minimalizmu pojawia się na blogu od czasu do czasu, zwłaszcza w dziedzinie mody i urody. Jestem pracującą mamą – nie mam (i nie chcę mieć) czasu na wymuskany makijaż i fryzurę. Za to chcę świetnie wyglądać – zawsze i wszędzie. Praca wymaga ode mnie zadbanego wyglądu, ale nie mam czasu (ani ochoty) na ubraniowe dylematy o 7.30 rano. Wieczorem zresztą też nie. Wystarczy, że moja córka kwadrans wybiera między dwoma sukienkami, które jej proponuję.

Kiedy pierwszy raz natknęłam się w sieci na temat minimalizmu i slow life, zachwyciłam się, ale i przeraziłam. Większość blogów o tej tematyce, jest tworzona przez osoby, których styl życia – choć być może w pełni zgodny z zasadami minimalizmu – zupełnie mnie nie przekonuje.

Cenię za to wszelki umiar i od zawsze chyba szukam złotego środka. 

Chcę się malować, ale wystarczy mi do tego tylko kilka kosmetyków. Cenię moje ciało, ale jeden balsam to dla mnie aż nadto – i tak często zapominam go użyć. Rozwijam się i będę to robić do końca życia, choć wszyscy mogą krzyczeć, że rozwój osobisty to tylko modny trend. Być może. Ale ja i tak chcę się rozwijać.

W coraz bardziej pochłaniającym nas świecie konsumpcjonizmu, coraz modniejsze staje się życie wręcz ascetyczne. Zero waste, no-make-up, capsule wardrobe…. Czy naprawdę muszę mieć zero wszystkiego, by być szczęśliwą? Na pewno chcę żyć prościej, by mieć czas na to, na co chcę mieć czas.

Dla mnie „żyć prościej” to przyjmować takie rozwiązania, które zapewnią osiągnięcie oczekiwanego efektu przy wyborze najprostszej metody.

To tak kierować wszystkimi dziedzinami mojego życia, by złoty Graal work-life balance został odnaleziony tu i teraz. Wreszcie, to tak planować swój dzień, by wieczorem móc powiedzieć sobie „Ten dzień był dobry. Zrobiłam coś dobrego”. Owszem, jeśli kogoś uszczęśliwi pół roku bez zakupów – super! Niech robi to częściej. Świat na pewno będzie mu za to wdzięczny.

Ale wróćmy jeszcze na chwilę do wspomnianego Chełmońskiego i jego szczęśliwych wieśniaków. Nie mnie oceniać, czy byli szczęśliwsi niż my. Choć osobiście nie miałabym nic przeciwko przygarnięciu pod swój dach powstańca styczniowego w osobie Olgierda Łukaszewicza 😉 , to jednak mnie w obecnych czasach dobrze.

Pod jednym warunkiem:  to ja ustalam zasady. 

Kto mnie zna, ten wie, że nie słucham nikogo. Ok, słucham wszystkich, ale na końcu i tak robię po swojemu. Moje wybory – moje konsekwencje. Dlatego chcę minimalizować to, co mogę i tak, by przyniosło to widoczne efekty. Minimalizacja szafy okazała się strzałem w dziesiątkę. Podobnie było z kosmetyczką. Teraz kolej na pozostałe dziedziny życia.

żyć prościej

Jeśli podobnie jak ja chcesz mieć mniej wszystkiego, czego tak naprawdę nie potrzebujesz (w tym stresu, bałaganu, negatywnych emocji), za to pragniesz mieć więcej wszystkiego, co jest Ci niezbędne (radości, czasu dla siebie i rodziny, przyjaciół i niezapomnianych chwil), to zostań tu, czytaj dalej i spróbuj. Spróbuj choćby po to, by powiedzieć sobie „chciałam, ale widzę, że to nie dla mnie”.

Nie buduj swoich opinii na doświadczeniach innych. Bo to nie Twoje opinie i nie Twoje doświadczenia. 

Życie jest zbyt krótkie, by przeleciało między palcami. Zbyt krótkie, by żyć nieuważnie i nie dostrzegać potrzeb swoich i innych. Zbyt krótkie, by pozwalać innym sobą manipulować. By nie mieć czasu dla tych, którzy są dla nas ważni.

Każdy z nas jest w innej sytuacji. Każdy zmaga się z przeciwnościami. Jak z nich wyjdziemy zależy tylko od siły naszego charakteru. A charakter trzeba kształtować. Tak łatwo nam pouczać nasze dzieci. Wymagać od nich, bo są młode i podległe. Jednak o kształtowaniu siebie zapominamy. Nie ważne, ile masz lat – ciągle masz wymówkę: bo nie masz czasu, bo są rzeczy ważniejsze, bo nauka, bo praca, bo dom, bo…

Proste życie to życie uważne. Pełne miłości, ale i z góry ustalonych priorytetów. To mniej chaosu komunikacyjnego i więcej świadomych wyborów. Jednak wybory mają to do siebie, że zawsze przynoszą pewne konsekwencje. Jeśli jesteś na nie gotowa, zacznij tę przygodę.

Tu i teraz. 

Może spodoba Ci się też:

12 komentarzy

  1. Również wpadłam w szał minimalizmu. Ale tak jak Ciebie – nie przekonuje mnie to. Za to balans owszem. Wywalenie starych ciuchów, kosmetyków, starych czasopism. O tak. Ale aby dojść do tego złotego środka, niestety każdy musi otrzeć się o skrajności 🙂

    1. Bardzo podoba mi się to, co napisałaś. Często właśnie popadamy ze skrajności w skrajność, ale uważam, że to ok, jeśli w ten sposób potrafimy znaleźć to, co dla nas najlepsze.

  2. Wow! Post w moim stylu 🙂 w 100% się zgadzam, dzisiejsze społeczeństwo niestety narzuca nam takie podążanie za tłumem jak rój pszczół lecący prosto w chmare insektycydu :/
    Super post!
    Pozdrawiam!

  3. Chyba mam podobnie. Nie uważam, aby osoby piszące blogi, książki, itp. o minimaliźmie żyły źle czy nieszczęśliwie, jednak nie utożsamiam się w pełni z tą ideą. Szukam swojego złotego środka. Lubię być zadbana, mam do tego potrzebne produkty, ale bez szuflady pełnej kosmetyków. Też lubię się malować, ale czasem będą to tylko podkreślone rzęsy, a innym razem podkład z cieniami, eyelinerem i całą resztą – bo mam ochotę. Taka samoświadomość i swój oobisty minimalizm jest dobry. Ograniczanie wtedy i tego, co jest nam potrzebne. A proste życie kojarzy mi się z człowiekiem leżącym na kocu na trawie 🙂

    1. No właśnie nie do końca kocham minimalizm 😉 kocham umiar. A zero waste na razie dla mnie i mojej rodziny wydaje się być poza zasięgiem. Będę szczęśliwa, jeśli pewnego dnia śmieci będziemy musieli wynosić co drugi dzień, a nie każdego dnia. Albo i dwa razy dziennie…

  4. I ja też się zgadzam, każdy trend, który staje się obsesją mas, traci swój pierwotny charakter i wszystkie dobre cechy. Ja nie znoszę tej ślepej pogoni za modami, bo wydaje się nagle, że wszyscy potrzebują tego samego. Tymczasem powinna to być inspiracja i pomoc w uświadamianiu sobie czego każdemu z nas brakuje, a czego mamy w nadmiarze 😜

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *