TRZYDZIESTE URODZINY, CZYLI….

trzydzieste urodziny

…witajcie na początku życia!!! 

Ostatnio dzieje się u mnie baaaaardzo wiele. Zarówno zawodowo, jak i rodzinnie. Tak wiele, że gdy 22 września z samego rana otworzyłam smsa z urodzinowymi życzeniami od Yves Rocher, pomyślałam, że źle wpisałam w formularzu datę, bo przecież niemożliwe, że to już… Prawie dwa tygodnie temu obchodziłam trzydzieste urodziny. I przez prawie 2 tygodnie nie miałam czasu, by podzielić się tą radością z Wami. Tak, bo trzydzieste urodziny to prawdziwa radość.

Wiem, że są tacy, którzy z żalem żegnają swoje „dzieścia” lat i z pewną dozą obaw wchodzą w nieznane. Ja jednak pierwsze „dzieści” witam z zadowoleniem i nawet pewnego rodzaju satysfakcją. Co więc wspaniałego jest w 30 urodzinach – oprócz prezentów i urodzinowych babeczek oczywiście??? 🙂

30 urodziny

W tamtym dniu od mojej Mamy otrzymałam następujące życzenia:

„Trzydziestolatek, to człowiek dziwny,

czasem nieufny, a czasem naiwny.

Sporo już widział i wiele zobaczy,

dużo krzywd w życiu jeszcze wybaczy,

ale mnóstwa szczęścia też dozna

i ciekawych ludzi zdąży jeszcze poznać…”

Być może zaczynacie już rozumieć, co mam na myśli pisząc, jak wspaniale jest kończyć trzydzieści lat. Tak wiele już za mną i tyle jeszcze przede mną. Jeśli jesteście ciekawi, co możecie odkryć kończąc trzydzieści lat (i co ja odkryłam już nawet trochę wcześniej), czytajcie dalej! 🙂

trzydzieste urodziny

W ŻYCIU ISTNIEJĄ PEWNE ETAPY

Takie, jak bunt 2-latka, bunt 4-latka, bunt 13-latka… itd., mniej więcej do skończenia studiów 😉 Dopiero teraz zaczęłam rozumieć, dlaczego popełniałam niektóre błędy, co z nich wynikało i dlaczego powinnam pozwolić popełniać je córce. Są etapy pierwszych kroków, pierwszych samodzielnych decyzji i pierwszych konsekwencji. Trochę jak w szlagierze Urszuli Sipińskiej „(…) sama idę więc, ale po drogach mych będą wciąż za mną biec i mnie strzec myśli ich…”.

Z niecierpliwością więc oczekuję nowych etapów, choć nieznanych, to jednak powtarzalnych, bo choć za młodu robiliśmy wszystko, by nie być jak nasi rodzice, to jednak ich dojrzałość ciągle nam imponowała…

DZIĘKI DZIECKU STARAM SIĘ BYĆ NAJLEPSZĄ WERSJĄ SIEBIE

Niesamowite, do jakich rzeczy zachęca nas maluch. I jeszcze bardziej niesamowite, jak dokładnie kopiuje nasze zachowania. Dziś z uśmiechem patrzę na to, jak moja córka paraduje po domu w moich najlepszych szpilkach. Jak dziubie pędzlem w moich cieniach czy łamie kolejną szminkę usiłując się pomalować. Żeby być jak mama. Nie ganię tego, bo wiem, że to tylko jeden z wielu elementów, których uczy się ode mnie. Jeden z wielu i to najmniej ważny. Słyszę, jak każdego dnia przejmuje kolejne używane przeze mnie słowa, co skutecznie motywuje mnie nie tylko do dbania o poprawną polszczyznę (z czym raczej nigdy nie miałam problemów, dzięki właśnie mojej Mamie), ale też do ciągłego rozwijania własnego zasobu słów. Jak bacznie obserwuje moje relacje z innymi. Jak przysłuchuje się rozmowom, jakie prowadzę z Mężem. Pewnie, nigdy nie będziemy idealni, ale robimy wszystko, by ta mała Istota przejęła od nas tylko najlepsze cechy i to właśnie o ich rozwój musimy dbać każdego dnia.

MIŁOŚĆ TRZEBA BUDOWAĆ

Że miłość ma swoje etapy – od zauroczenia, poprzez zakochanie, po tę właściwą „na zawsze” – wiedziałam już w liceum. Ale dopiero teraz zobaczyłam, że ta „na zawsze” nigdy nie będzie na zawsze, jeśli jej taką nie uczynimy. Czasem ciężką pracą i wyrzeczeniami. I nie chodzi o to, że zostawię mojego męża, bo brudne skarpetki rzadko wchodzą do kosza same. Chodzi o to, że w miłości ważny jest dialog. Komunikacja. Jasna, prosta i krótka! Jeśli chcę, żeby mój mąż wyniósł śmieci, mówię: „Proszę, wynieś śmieci”. Czasy, gdy mówiłam „Śmieci wypadają już z kosza!” dawno za mną – nie dość, że nadal wypadały, to z niezrozumiałych dla mnie wtedy powodów zawsze kończyło się to awanturą… 😉 Choć też zawsze wydawało mi się to oczywiste, potrzebowałam 5 lat pracy w kancelarii, kursu alternatywnych metod rozwiązywania sporów i przynajmniej kilkunastu rozpraw w wydziale rodzinnym, by zrozumieć, o co właściwie w tej miłości chodzi…

ODPOWIEDZIALNOŚĆ NIE TYLKO ZA SIEBIE

Jeśli nawet nadal nie posiadamy dzieci, to jednak musimy być odpowiedzialni za tę drugą osobę: męża, żonę. Musimy brać odpowiedzialność za słowa, bo komuś będzie przykro. Bo nie dotrzymując obietnic uczymy tego samego nasze dzieci. Bo oszukując współmałżonka spowodujemy, że sami będziemy oszukiwani. Teraz „odpowiedzialny” przestało brzmieć jak szkolna obelga. Teraz to brzmi dumnie.

WRESZCIE WIEM, CZEGO CHCĘ!

Choć podobno nigdy i nigdzie nie mogłam dojść prostą drogą, to szczerze gardziłam drogami na skróty. Zazwyczaj miałam swoje jasno określone cele, które konsekwentnie realizowałam, choć dziś niektóre z nich wydają mi się co najmniej absurdalne. Jak długo szukałam własnego miejsca zawodowego mogliście przeczytać we wpisie o moich 7 pierwszych pracach. Trochę to trwało, niemniej misję uważam za zakończoną. 🙂 Dziś już wiem, czego chcę. Wiem, w jakim miejscu chcę się widzieć nie tylko za 5 lat, ale za 10, 15, a nawet na emeryturze. Wiem też, co mam zrobić, by to osiągnąć. I świadomość, że wiem nie przeraża mnie, ani nie napawa poczuciem, że będzie nudno. Po prostu chcę być dokładnie tam, gdzie chcę.

ILOŚĆ PRZESTAJE MIEĆ ZNACZENIE, LICZY SIĘ JAKOŚĆ

Jeszcze kilka lat temu z pewną nieufnością patrzyłam na ludzi, którzy odmawiali nawet wtedy, gdyby im dawać za darmo. Dziś już to rozumiem. Wolę mieć mniej, ale lepsze. Wolę mieć jeden płaszcz, ale taki, w którym przechodzę 5 kolejnych zim. Bo będzie mi się podobał, bo będę go lubiła, bo dobrze się w nim czuję, a przede wszystkim, bo jest porządny, a ja czuję, że ma swoją wartość. Z tego przeświadczenia zrodziła się moja capsule wardrobe. Dzięki temu rozstałam się z rzeczami, które nie mają dla mnie znaczenia. I w ten sposób zyskałam przestrzeń. Na to, co dla mnie ważne.

SZKODA CZASU NA TYCH, KTÓRZY GO NIE SZANUJĄ

W wieku trzydziestu lat jesteśmy często na różnych etapach. Niektórzy osiągają szczyty swojej kariery, inni spełniają się w rodzicielstwie, a jeszcze inni dopiero wkraczają na zawodową ścieżkę i odkrywają swoje powołanie. Jednak to wszystko, co nas powinno łączyć, to szacunek dla upływającego czasu. Swojego i innych. Dlatego dziś szkoda mojego czasu na tych wszystkich, którzy widzą problemy, zamiast rozwiązań. Na tych, którzy nie doceniają wartości upływającej chwili i tych, którzy wolą „mieć” od „być”.

TRZYDZIESTE URODZINY TO IDEALNY MOMENT, BY ODPOWIEDZIEĆ SOBIE NA KILKA PYTAŃ…

… jak w pewnym filmie, jestem przekonana, że wiecie, o który chodzi… 😉 Mam też nadzieję, że również dostrzegacie to, że nareszcie fajnie być dorosłym.

Trzydzieste urodziny

Może spodoba Ci się też:

6 komentarzy

  1. Wszystkiego naj, naj najlepszego! Życzę Ci spełnienia marzeń ale nie wszystkich na raz, bo nie byłoby o czym marzyć… Podziwiam Twój upór i konsekwencję w dążeniu do celu, życzę Ci, żebyś nie była rozczarowana trzydziestką. Moje obserwacje w tym względzie są przykre, bo miałam wrażenie, że do trzydziestki się powoli zdążało, a po, ucieka rok za rokiem i trudno pozbyć się przeświadczenia, że czas przyspiesza i presja jest większa. Ale pewnie nie każdy tak ma, i tego właśnie Ci życzę z całego serca. Trzeba to uczcić nie tylko piosenką….. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *